Tańczące kozy, szalone ptaki – czyli historia kawy.

Tańczące kozy, szalone ptaki -   czyli historia kawy.

Podobno to dzięki kozom wynaleziono kawę. Pasterz zobaczył dziwne zachowanie kóz, których pilnował postanowił więc sprawdzić skąd bierze się ich nadpobudliwość, co zaprowadziło go do pewnego drzewa. Kozy zjadały owoce tego drzewa co skutkowało skokiem energii. Owocami zainteresowali się ludzie, i tak powoli doszliśmy do dnia dzisiejszego.

Ale.

Są osoby, które spierają się (na moją niekorzyść) o rzeczywisty udział kóz w kawowym procederze. Czy to dzięki rogatym stworzeniom raczymy się napojem z ziaren wspaniałego drzewa, czy może historia kawy i jej odkrycia jest inna?

Dwie legendy

Przeglądając zakamarki Internetu od razu widać, że wersja z tańczącymi kozami jest najbardziej popularną i najczęściej rozpowszechnianą historią na temat odkrycia kawy. Część osób twierdzi jednak, że kawa wywodzi się nie z Etiopii, a Jemenu. A zatem przedstawiam obie legendy.

Legenda Etiopska

Podobno pierwszy na drzewo kawowe trafił w regionie Kaffa (Kefa) abisyński pasterz Kaldi. Zwierzęta wypasały się na górskim terenie niedaleko klasztoru. Pewnego dnia kozy zachowywały się w dziwny sposób, skakały dużo więcej, były pobudzone i beczały głośno, wręcz tańczyły. Pasterz zauważył, że tego dnia zwierzęta kręciły się blisko krzewu z nieznanymi mu czerwonymi owocami. Postanowił spróbować i odczuł podobny, pobudzający efekt.

kozy i kawa
fot. Cafe Jurado

Kaldi podzielił się swoim odkryciem z małżonką, ta z kolei poleciła mu udać się do wspomnianego klasztoru i przedstawić zebrane owoce mnichom. Zamiast wdzięczności za przyniesione dary pasterz spotkał się z gniewem i pogardą, a jego dar został uznany za sztuczkę szatana. Jeden z mędrców postanowił pozbyć się szatańskiego owocu i wrzucił je do paleniska. I tu nastąpił niespodziewany zwrot akcji, bo zapach palących się ziaren, znajdujących się w środku owoców był przyjemny i zachęcił mnichów do spróbowania.

Wyciągnięte z ognia, żarzące się ziarna zgnietli i zalali wodą. Okazało się, że tak powstały napar pozwalał mnichom zachować energię i koncentrację podczas wielogodzinnych modłów. Owoce, które chwile wcześniej były określane jako dar szatana, od tamtego momentu były nieodłącznym elementem codziennych rytuałów. Cóż za hipokryzja..

Chociaż uważa się, że kawa znana była już w VI wieku naszej ery to legenda o Kaldim rozpowszechniana była dopiero od 1671 roku i uważana była raczej za przypowieść niż faktyczną historię odkrycia kawy.

Legenda Jemeńska

Zostawmy Etiopię i kozy i przenieśmy się teraz nieco wyżej. Jemen od Etiopii oddziela jedynie wąski przesmyk zatoki Adeńskiej (oraz malutkie państwo – Dżibuti). Nic więc dziwnego, że kwestią sporną jest, skąd tak naprawdę pochodzi kawa. W Jemenie z kolei krążą dwie niezależne legendy o tym jak odkryto kawę.

Legenda pierwsza

Pierwsza wersja nieco nawiązuje do wersji etiopskiej, jemeński wędrowiec Al-Shadhili podróżował przez Etiopię prawdopodobnie był to rodzaj pielgrzymki. Podczas swojej podróży zauważył, że pewien gatunek ptaków zachowuje się nad wyraz energicznie a mogło to mieć związek z owocami z drzewa, wokół którego krążyły ptaki. Zmęczony swoją podróżą postanowił spróbować tajemniczych owoców.

Swoją drogą, zastanawia mnie, do ilu tragedii musiało dojść jeśli ludzie mieli takie podejście „zwierzęta to zjadły i nic im nie jest? Ja też spróbuję!”.

Al-Shadhili dzięki owocom poczuł się lepiej i z nową energią ruszył w dalszą drogę. Choć jest to jedna z popularniejszych historii odkrycia kawy krążąca po Jemenie to nawiązuje do tego, że kawa pochodzi jednak z Etiopii.

kawa jemen
fot. LoveLand Coffee

Legenda druga

Druga z jemeńskich legend mówi o tym, że kawa mogła jednak pochodzić właśnie z Jemenu. Niejaki szejk Omar doktor i kapłan oraz uczeń innego szejka Abou’la z miejscowości Mocha został zesłany na wygnanie. I tu historia rozgałęzia się, bo jedna wersja mówi, że Omar został wygnany za czyny o podłożu moralnym, inna z kolei, że Omar zamiast próbować wyleczyć swojego mistrza, który był już w stanie agonalnym zajął się leczeniem księżniczki, z która nie miał zamiaru się później rozstawać co nie ucieszyło króla i skutkowało wyrzuceniem na pustynię.

Po pewnym czasie na wygnaniu Omar bliski skonania z głodu zebrał się na odwagę i postanowił spróbować tajemniczych czerwonych owoców. I tu znów historia się rozgałęzia (napięcie rośnie jak w programie Trudne Sprawy). Według jednej wersji owoce były zbyt gorzkie by jeść je w formie surowej zatem Omar postanowił je upiec. Po upieczeniu ciężko żuło się owoce, więc Omar wpadł na pomysł by je ugotować (i tak oto powstał gulasz). Zapach powstałego naparu sprawił, że wygnaniec zamiast zjeść owoce, wyduldał powstały napój (taki był głodny a zadowolił się wodą, brawo). Okazało się, że napój ma wspaniałe właściwości, a szczęśliwy Omar postanowił podzielić się odkryciem z innymi po powrocie z wygnania.

Druga wersja mówi, że owoce nie tylko nie były gorzkie a wręcz przeciwnie, co skłoniło Omara do zrobienia z nich zupki. Niezależnie od wersji historii, legenda sprowadza się do naparu, który miał mieć wspaniałe właściwości i przynieść przywróconemu z wygnania dużą sławę. Wróciwszy do rodzinnej miejscowości, podzielił się odkryciem z innymi, a wspomniany napar miał mieć właściwości nie tylko pobudzające, ale i lecznicze. Owoce kawowca przyniosły Omarowi sławę a na cześć niegdyś wygnanego nazwano monaster.

Długa droga za nami. Ale póki co więcej mamy mitów niż faktów. Spróbujmy to sobie nieco poukładać.

Garść faktów

Po pierwsze etiopska legenda mówi, że kawa została odkryta ok. 850 roku, czyli dopiero w IX wieku. A jak wcześniej wspomniałem, jest bardzo możliwe, że owoce wtedy jeszcze słabo poznane w Jemenie mogły być znane już w VI wieku, o czym wcześniej wspomniałem.

Kolejna sprawa, według legendy praktycznie w tym samym czasie gdy Kaldi odkrył owoce, postanowiono robić z nich napar. Jednakże mogło minąć wiele lat nim do tego doszło. Początkowo owoce miały być przeżuwane jako środek pobudzający, a pomysł by owoce czy znajdujące się w nich nasiona podać w formie naparu pojawił nawet kilka wieków później.

Jedna z wersji mówi, że z owoców robiono pastę, rozgniecione owoce łączono z klarowanym masłem lub tłuszczem zwierzęcym. I tu ciekawostka, tak powstałą pastę formowano w małe kulki, które miałyby służyć jako źródło energii podczas długich podróży. Tym samym powstały pierwsze kulki mocy!

Jedna z historii mówi ponadto, i tu znów dowód na to, że to Etiopia jest krajem z którego pochodzi kawa, że pomysł by rzuć owoce przynieśli z regionu Kaffa do miasta Harer a dalej do Arabii przez sudańskich niewolników. Podczas ciężkich przepraw szlakiem niewolniczym Sudańczycy wspomagali się owocami, by łatwiej było im znieść trudy podróży. Niewolnicy z kolei podkradli ten sposób na kawę od członków etiopskiego plemienia Galla.

Tradycje

Podobno do dziś w regionach Kefa i Sidamo kultywuje się tradycję spożywania zmielonej kawy połączonej z ghee, czyli klarowanym masłem. Ponadto w wielu miejscach do naparu często dodaje się odrobinę takiego klarowanego masła, co sprawia, że napar jest bardziej odżywczy. Tak. Mamy tutaj kolejny popularny wynalazek ostatnich lat, czyli kuloodporną kawę!

kozy i kawa
fot. The Herb Museum

Według pewnych źródeł niektóre plemiona etiopskie nieprzerwanie od X wieku kultywują podawanie owoców kawy w formie owsianki. W niektórych miejscach w Etiopii postanowiono dodatkowo robić napój przypominający wino z pozostałych owoców.

Chociaż dalej historia kawy mocno zaczyna się rozgałęziać, wraz z jej migracją tworzenie naparu z mielonych, palonych ziaren kawowca stało się najpopularniejszą metodą serwowania kawy. Od XIII wieku nastąpiło intensywne rozprzestrzenianie kawy po świecie, za sprawą szlaków handlowych, oraz islamskich pielgrzymów przybywających do Arabii, gdzie napar kawowy był już znany i powszechnie stosowany jako lek oraz napój wspomagający modlących się.

Źródła pisane

Choć różne źródła spierają się na temat rzeczywistej daty i miejsca odkrycia kawy to pierwsze niepodważalne i wiarygodne dowody przenoszą nas jednak do XV wieku i Jemenu. Suficcy kapłani używali roślin kawowca do utrzymywania się w stanie pobudzenia podczas długich czuwań nocnych. Niemniej dalsze źródła podkreślają, że rośliny kawowca trafiły do Jemenu od etiopskich kupców, a dopiero wtedy zaczęto rośliny sadzić i uprawiać w tym kraju.

Z Jemenu ponadto pochodzi termin Mocha, który kojarzyć możemy z mlecznych napojów kawowych z dodatkiem czekolady. Miasto Mocha było centrum wymiany towarów, a ziarna kawy tam sprzedawane cenione były za swój niesamowity aromat.

Kawa w Polsce

Do Europy kawa trafiła między innymi dzięki Turkom. Jeśli spojrzymy na historię naszego kraju to obok kawy przewijać się będzie nazwisko Jana III Sobieskiego, który nie przyczynił się bezpośrednio do rozpowszechnienia kawy. Zrobił to jednak jeden z żołnierzy króla. Jerzy Franciszek Kulczycki, podobno jako jeden z najwierniejszych i najważniejszych kompanów króla Polski.

Ponoć Kulczycki za swe zasługi jako jeden z pierwszych mógł sięgać po łupy po wygranej z Turkami pod Wiedniem. Kulczycki, który nauki pobierał między innymi właśnie w Turcji, rozpoznał ziarno w workach, które z kolei przez Polaków było uznane za paszę dla wielbłądów. Kulczycki zabrał ze sobą worki z zielonym ziarnem do Wiednia, gdzie mieszkał i tam otworzył jeden z pierwszych w Europie kafehausów.

W Polsce jedne z pierwszych kafehausów powstawały w Gdańsku, które jako miasto portowe miało dostęp do wielu różnych towarów, w tym kawy. Właściwości napoju z palonych ziaren kawy rozniosły się po kraju a z czasem powstała nawet kawa po polsku. Podobno Polacy by załagodzić gorycz napoju dodawali do niego tłustej śmietany.

Kawa w literaturze

O kawie pięknie pisze Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”:

„Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy:

Tu roznoszono tace z całą służbą kawy,
Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane,
Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane
I z porcelany saskiej złote filiżanki,
Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki.
Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju:
W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju,
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu.
Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana;
Na wsi nie trudno o nię: bo kawiarka z rana,
Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie
I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie
Do każdej filiżanki w osobny garnuszek,
Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek”

Chociaż czasy wojny i zaboru sowieckiego nieco ogołociły naszą historię, próżno mówić, że my Polacy nie mieliśmy tradycji picia tego napoju. Choć statystyki pokazują, że herbata jest przez Polaków częściej wybierana, to kawa od samego początku zaistnienia miała miejsce w historii i sercach naszych rodaków.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o